The IamEmber.pl Zostaje zamknięte.
Link 01.06.2011 :: 23:19 Komentuj (0)
Tak straszna wiadomość.
Nie tyle zamknięte co przeniesione na adres mbaranowski.pl
Chwilowo nie mam kasy na przedłużonie domeny, a są i wazniejsze wydatki wieć ten rozdział muszę zamknąć.
Pozdrawiam wszystkich czytaczy i zapraszam ponownie na nową odsłonę pod nowym adresem!
I jescze jeden dziadek :)
Link 26.02.2011 :: 18:38 Komentuj (0)

Ludzie miast Kilka fotografii
Link 26.02.2011 :: 18:15 Komentuj (0)




Kilka zdjęć bo dawno nic nie było :P
Link 10.01.2011 :: 22:28 Komentuj (0)



Zima, zimno, ciemno, biało i dalej zimno...
Link 02.12.2010 :: 08:45 Komentuj (0)
Za oknem zimno, bleee, i nap***dala śnieg... A na IamEmber kolejny artykuł soon.... O zajebiście przyjaznej komunikacji miejskiej... (tak baj de łej to właśnie te słowa były główna myślą przewodnią pana dYrektora PKMu w wyborach samorządowych)
Kto jeździ komunikacją miejską ten wie jaka ona jest przyjazna w ch*j...
Stay tuned and keep warm dudes ;]
O prawach pracownika i kulturze pracy z perspektywy... robola?
Link 25.11.2010 :: 21:45 Komentuj (4)
Praca, ach praca. Pracować musi prawie każdy. Chyba jedyną uprzywilejowaną grupa są politycy. Oni nie maja takiego problemu jak praca. Według danych statystycznych średnia pensja w Polsce wynosi około 3165 złotych(dane GUS) . Nie można powiedzieć, że te dane są zawyżone. Winna jest przepaść płacowa, która w Polsce jest ogromna. Sam to znam z autopsji. Według raportu serwisu money.pl mediana pensji jest o 600 PLN niższa niż podaje GUS.
Całkiem nie dawno pracowałem w pewnej firmie świadczącej usługi z zakresu kontroli jakości dla większych zakładów. Pracowałem na jednych z większych zakładów w Bielsku Białej zajmującym się produkcją elementów dla przemysłu samochodowego (a jakże by inaczej) gdzie poza pracownikami „normalnie” zatrudnionymi bezpośrednio u pracodawcy, pracowali jeszcze pracownicy jednej z agencji pracy tymczasowej. No i „moja” firma. Rozbieżność w płacy była dość spora, o ile nie ogromna i spokojnie można ją nazywać przepaścią. Pracownik „bezpośredni” zarabiał około 2.5 tys. złotych netto(z przepracowaną jedna roboczą sobotą i premią), pracownik tymczasowy około 2 tys.(taka sama sytuacja jak w przypadku pracownika bezpośredniego) i ja 1500PLN. Wykonując tą samą, a nawet często gorszą i bardziej męczącą pracę niż zwykły pracownik produkcyjny.
Z pracą zazwyczaj kojarzy się kilka słów. Szef, zmiana, wypłata, a ostatnio w Polsce coraz częściej(sic!)mobbing. Niestety mobbing, czy też nagminne łamanie praw pracownika jest coraz powszechniejszym zjawiskiem w naszym kraju. Ludzie boja się rozmawiać na temat przekroczeń uprawnień dokonywanych przez szefów. Boją się, że stracą pracę, lub co najczęściej się zdarza, ich sytuacja ulegnie pogorszeniu. Głównie strach jest przyczyną tego, że w naszym kraju o mobbingu wiadomo nie wiele, albo jeszcze mniej. Ale nie ma się, co oszukiwać to, że o czymś się nie mówi nie znaczy, że nie istnieje. Problem jest i to ogromny. Na niemal każdym zakładzie w prawie każdej firmie możemy się spotkać ze zjawiskiem mobbingu lub łamaniem praw pracownika. Na mniejszą czy większą skalę. Zastraszanie, wymuszanie nadgodzin, odgrażanie się – tak to normalka.
Ostatnio spotkałem się z bardzo ciekawym przypadkiem takiej firmy. Firma nazywa się cośTam automotive. W Wapiennicy gdyby ktoś chciał znać szczegóły. Całkiem nie dawno zdecydowano się tam wprowadzić cztero brygadowy system pracy, czyli po polsku mówiąc czterobrygadówkę. Cztery dni w tygodniu się pracuje, jeden dzień wolnego. Po nocce 2 dni. No, ale jak to bywa pracownikom powiedziano o tym dopiero w dzień poprzedzający wprowadzenie zmian, po mimo tego, że planowano to już od dawna i spokojnie można było ludzi uprzedzić. Ale, po co? Niech się robol męczy.
A więc sprawa wyglądała tak, że w piątek się ludzie dowiadywali, że od poniedziałku będą zapi***** na okrągło. Fajnie? Nie bardzo. Ale to nie koniec wesołych nowin wesołej kompanii. Jak wiadomo w prawie jest zapisane, że jedna niedziela w miesiącu musi być wolna. Więc wesołe kierownictwo firmy, o której mowa wymyśliło takie oto cudo: w momencie jak jedna brygada ma wolna niedziele pozostałe dwie zmiany MUSZĄ (sic!) przyjść do pracy na 12 (słownie: dwanaście, słownie: MUSZĄ) godzin. Oj tak. Bo inaczej biedne maszyny by stanęły i byłby armagiedon!
Punkt 1. Zmuszanie do nadgodzin. Nie przyjdziesz masz prze*rąbane. Obetną Ci premie albo coś w tym stylu. Oczywiście nie oficjalnie. Nie za to, że nie zostałeś, ale za „coś innego”.
W mojej poprzedniej firmie było bardzo podobnie.
Wiele razy było tak, że przychodził team leader albo główny koordynator o godzinie 13: 30 i mówił coś w stylu: „Zostajesz do 18” i koniec dyskusji. Oczywiście ja, jako osoba o charakterze bardzo przekornym zazwyczaj się nie zgadzałem, chociaż i tak to nie wiele dawało. Dosłownie trzy razy w ciągu półtora roku pracy tam zapytano mnie czy mogę albo chcę zostać. Wtedy się zgadzałem bez problemu. Jak już pisałem mam bardzo przekorny charakter w pewnych sprawach. W moim przypadku sprawa nadgodzin wyglądała trochę inaczej, ponieważ generalnie żadnej premii nie miałem, więc nie mieli mi, co odebrać, za to moi przełożeni mieli znacznie wykwintniejsze metody „karania”. Przykładem było straszenie „pójdziesz na cele jak nie zostaniesz” (cela montażowa miała miano najgorszego stanowiska pracy. Nudna i monotonna praca) albo „jak nie zostaniesz to od następnego tygodnia pójdziesz na zakład w Wapiennicy”, co dla mnie wiązało się z brakiem możliwości dojechania do pracy. Bo o ile dojechać na pierwszą zmianę dałoby radę, tak wrócić z drugiej nie było szans. Nie posiadam ani samochodu ani prawa jazdy, więc jestem skazany na komunikacje miejską, często zawodna, jeżeli chodzi o punktualność. Oczywiście, co mądrzejsi powiedzą – radź se, albo się zwolnij jak się nie podoba. Jasne, to też przecież było by wyjście nie?
A no niekoniecznie.
Nie mogę powiedzieć, żeby w moim dawnym zakładzie działy się tylko rzeczy złe i straszne. Albo, że zawsze mi się źle pracowało. Na szczęście było tam kilku ludzi, z którymi się bardzo dobrze pracowało. Dzięki tym kilku ludziom jakoś dało się wytrzymać te półtora roku w gównie.
Po prostu te gorsze momenty zawsze bardziej zapadają w pamięć. A więc do rzeczy.
To, co było dla mnie jednym z najbardziej zapadających w pamięć zdarzeniem, a raczej ciągiem zachowań jednego, może dwóch osobników, to bezczelność panów odpowiedzialnych za rozwożenie komponentów między działami. Wiecznie zawaleni robotą, nigdy nie mieli czasu, gdy się ich o coś prosiło. Zawsze mieli na głowie ważniejsze rzeczy do roboty, na przykład stanie i p***dolenie na ryjach w momencie jak byli najbardziej potrzebni. Szczególnie taki jeden dziwny łysy, śmieszny koleś miał dar bycia wiecznie zawalonym robotą, (kto ma wiedzieć to wie).
Zachowanie to nazywam bezczelnym, bo nie da się inaczej nazwać idioty, który, gdy się go o cos poprosiło „nie miał czasu” i miało się od niego odje*#@$%, po czym wracał do swojej pracy – pierdolenia na ryju razem z resztą hołoty. Jak to bardzo często bywa jedyna osoba skłonna pomóc i spełnić prośbę miała najwięcej pracy(bez ściem i ironii tym razem). Reszta stała i patrzała.
Ale tak to wygląda na zakładach, że są równi i równiejsi. Ja, jako pracownik firmy zewnętrznej byłem traktowany trochę jak człowiek drugiej kategorii. Fakt, że zawsze to, co potrzebowałem załatwić, to załatwiłem. Nie mogę również narzekać na relacje ze współpracownikami mojej biednej firmy jak i pracownikami zakładu(poza paroma wyjątkami, między innymi śmieszny człowieczek z logistyki, o którym pisałem wyżej, tak taki duży, bez włosów na głowie, gwoli ścisłości, a co mi tam!)
Jest jeszcze jedna rzecz, która mi się przypomniała i raziła mnie w oczy. Sprawa delegacji w mojej firemce(byłej). Ja nie lubię wyjeżdżać, i tego nie ukrywam, natomiast mojemu liderowi myślenie przychodziło bardzo ciężko i wyraźnie tego nie rozumiał. Za wszelką cenę chciał mnie gdzieś wysłać. A to do łodzi, a to do Siemianowic. Jak sam się zgłosiłem na ochotnika, aby jechać na delegacje na Słowację, (bo tam w ojro płacili), to miejsca nagle nie było (dodam, że to podobno była bardzo pilna delegacja i ludzie byli potrzebni na przysłowiowy gwałt).Złośliwość? Głupota? Czyste chamstwo debilizm i do tego typowa polska złośliwość? To już bardziej prawdopodobne. Żeby bardziej dowalić, po co ma mieć dobrze, nie? Ale przegięciem była jedna sytuacja.
Zgodziłem się pojechać na delegację do Siemianowic na jeden dzień(sic!) w zamian za kolegę, który miał wolne. Więc pojechałem tam na drugą zmianę (wyjazd około 12, powrót około 24). I wszystko by było spoko, gdyby nie następny dzień, sobota. Po powrocie byłem zmęczony, co jest raczej normalne, bo nie siedziałem na dupie przez 8 godzin. Jak to w weekend miałem zamiar się wyspać. Nie udało się.
O godzinie mniej więcej 9(am, czyli rano) otrzymałem telefon od wodza, że mam się stawić na zakładzie(sobota nie była „robocza”, bo w tym czasie odbywał się piknik rodzinny na fiacie). A miałem się stawić jak najszybciej a najlepiej na już. Mój były wodzu specjalnie ściągał osobę po to, żeby po mnie przyjechała z drugiego końca bielska i zawiozła na fiata. Mieliśmy szlifować jakieś pierdoły(pilna wysyłka, mhm…). No ok, powiedziałem, że zostanę maks. 4 godziny, spoko, spoko. Zgodziłem się to, o co mi chodzi prawda?
Chodzi mi o sam fakt telefonu w sobotę, po delegacji, na dodatek w dniu, kiedy zakład był zamknięty.
Zresztą pracownicy biura jakości na rzeczonym zakładzie również popisali się wyjątkową głupotą, brakiem znajomości tematu(podstawowym!), ale mniej więcej tak to wygląda, kiedy osoba nigdy na oczy nie widziała pracy fizycznej. No, ale Pan i Pani z inż. Przed nazwiskiem mogliby mieć, chociaż podstawowe pojęcie, co się u nich na zakładzie dzieje. Ja wiem, że pasjans czy saper to bardzo wciągające zajęcia, ale wypadałoby się czasami zainteresować pracą. Nie ładnie, nie ładnie.
Przykładów łamania praw pracownika i samej kultury pracy można by wymieniać setki.
W takim niestety żyjemy kraju, że pracodawca nie liczy się z pracownikiem prawie w ogóle. Ludzie są wciąż traktowani jak zło konieczne przez pracodawców. Jednak taka mentalność wielu Polaków, że życiowym celem jest jak najbardziej dokopać drugiemu człowiekowi. Jak to mówią Polak, Polakowi wilkiem.
Wiem, że ten tekst, mimo iż długi nie wyczerpuje tematu nawet w 50%. To są tylko moje odczucia, przemyślenia i po części również żale. Tym, którzy dotarli do końca, dziękuję za uwagę i podziwiam ich :D
Oczywiście zapraszam do dyskusji na FB lub w komentarzach
http://www.facebook.com/pages/IamEmberpl/132686786759450?ref=sgm
Halo to ja twoja reklama Pt1
Link 17.11.2010 :: 20:49 Komentuj (0)
Reklamy można spotkać dosłownie wszędzie. Na każdym kroku mrugają do nas z murów wielkie ekrany LED, billboardy, ogromne bannery. Na chodnikach, w blokach w radiu i TV. Reklama jest wszędzie. Do tego stopnia zlała się z rzeczywistością i weszła w nasze życie, że już niemal nie zwracamy na nią uwagi. Badania wskazują, że skuteczność reklamy w dzisiejszych czasach osiąga średnio 15%...
Całość na http://blog.questgroups.pl/?p=67 Zapraszam serdecznie. Tekst jest mojego autorstwa :)
Ale uznałem, że nie ma sensu go przeklejać w całości no to linkuję :)
Kameruni.
Link 30.09.2010 :: 21:31 Komentuj (0)
Wpis który powstał na potrzeby portalu allewesele.eu dla którego pracuję (w pewnym sensie :P) Miałem napisać krótki tekst na temat fotografii i wideofilmowania ślubnego. Wyszło jak zwykle. Rozpisałem się i wyszło to "cudo" które Wam prezentuję. Przy okazji chciałbym dodać po raz kolejny, że nie zapomniałem o blogu :P Po prostu mam mniej czasu na pisanie :D
So, here we go:
Kamera. Filmowanie, kręcenie. Przeważnie kojarzy się nam z filmem, lub telewizją, bardziej profesjonalną niż amatorską. Wiele osób korzysta z dobrodziejstw nowoczesnej techniki w celach także stricte prywatnych, a to do utrwalenia naszych pociech, a to do nagrania filmu z wakacji lub czegokolwiek innego. W ostatnich latach nastąpił prawdziwy boom, jeżeli chodzi o kamery domowe, czy aparaty fotograficzne.
Wejście cyfrowej technologii sprawiło, że koszty użytkowania takiego sprzętu stały się zdecydowanie niższe dla zwykłego obywatela. Ceny sprzętu również spadły co bezpośrednio przyczyniło się do wzrostu popularności. Amatorskie produkcje kwitną jak grzyby po deszczu, a co trzeba zauważyć -niektóre na prawdę są bardzo dobre. Rozkwit technologi spowodował jeszcze jedną rzecz- załamanie się rynku fotografów ślubnych.
W czasach gdzie prawie każdy może kupić lustrzankę, czy kamerkę cyfrową, koszty usług znacznie spadły. Nie trzeba już wywoływać zdjęć, siedzieć w ciemni, kopiować kaset. Teraz wszystko robi się zaledwie kilkoma kliknięciami na komputerze. Wielu ludziom nie mających na co dzień styczności z fotografią, czy filmowaniem wydaję się, że zrobienie „kilku” zdjęć na weselu, czy też nagranie „filmiku” to przysłowiowa bułka z masłem „bo przecież, on to robi codziennie”.
Otóż na wstępie powiem: tak nie jest! Goście potrafią być różni i bardzo przeszkadzać w pracy. Ponadto ludzie nie zdają sobie sprawy, że zdjęcia czy film trzeba obrobić, zmontować, wydrukować, nagrać kilka/kilkanaście razy. Obrobienie jednego zdjęcia niestety nie trwa 30 sekund, a czasami trzeba spędzić nad nim naprawdę kilka ładnych chwil. Świadomość społeczeństwa, że to tak naprawdę wymaga dużo pracy jest wciąż niewielka. Dlatego kiedy podaje się cenę po rozmowie z klientem, to reakcja bardzo często wygląda podobnie: „ILE!?”
Niestety za jakość usług się płaci. Ktoś z rodziny zrobi zdjęcia, ale jakie one będą, to już inna sprawa. Taka przykładowa kuzynka prawie na pewno nie ma sprzętu za 20tyś. Możliwe jednak, że ma sprzęt wysokiej klasy, bo sama jest fotografem, ale wtedy raczej mała szansa na to, aby zgodziła się robić „ślubniaki” za darmo. Sama obecność na weselu nie jest wystarczającą zapłatą, jak się niektórym wydaje. Takie zdjęcia mają być przecież pamiątka na całe życie. Najwspanialszy dzień w życiu uwieczniony na pięknej fotografii. O to przecież chodzi prawda ?
Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że wynajmując fotografa za „5 złotych”, tracą szansę na taką pamiątkę. Zdjęcia będą, ok. Ale jakie?
Oczywiście należy także patrzeć w druga stronę. Nie zawsze płacąc horrendalne stawki otrzymamy produkt o jakim marzyliśmy. Sam potrafiłbym podać kilka takich przykładów „fotografów” ale nie chcę narażać klientów na pośmiewisko.
W przypadku filmowania jest dokładnie tak samo. Można nagrać film kamerką „małpką”, ale można też wynająć profesjonalnego kamerzystę, który się zna na rzeczy. Oczywiście będzie to kosztowało nie mało, ale pamiątka pozostanie na bardzo długi czas. Młoda Para prawie zawsze stara się znaleźć oszczędności w postaci fotografa, czy kamerzysty za pół darmo. Ale tak naprawdę koszty wynajęcia ich, w porównaniu z kosztami całego wesela, stanowią niewielki procent.
Kolejnym śmiesznym zjawiskiem ostatnich lat są tzw „Kameruni” Czyli „fotografo-kamerzyści” (w jednej osobie!) Pan robiący zdjęcia plenerowe kamerą, to niezapomniany widok (ale dość rzadki na szczęście) Z drugiej strony wynajęcie „kameruna” kosztuje tyle co wynajęcie dobrego fotografa, więc takie 2w1. Opłacalne dla młodej pary, nie koniecznie dla rynku.
Podsumowując. Młode Pary pamiętajcie: nie oszczędzajcie na waszych kamerzystach i fotografach. Za jakość usług przyjdzie wam zapłacić, ale piękna pamiątka pozostanie na całe życie.
Odwiedź mnie także na Facebook: http://www.facebook.com/pages/IamEmberpl/132686786759450?ref=sgm
Wojna o krzyż part II
Link 19.08.2010 :: 09:30 Komentuj (0)
Gównem w tablicę upamiętniającą katastrofę w Smoleńsku? Gównem?! Granatem? Ludzie weźcie się ogarnijcie! Szkoda, że ten starszy pan nie wziął tego gówna i nie walnął się nim w głowę, chociaż szczerze wątpię, aby to coś dało. Niestety suma gówna się nie kumuluje i gówno w głowie nie było by równe gównie na twarzy.
Kolejnym ewenementem jest Pan, który chce stawiać ośmio metrowy pomnik ofiarom katastrofy przed pałacem prezydenckim. Po co ja się pytam? Ja rozumiem, że zmarłym należy się szacunek, ale, po co od razu z nich robić świętych i wielkich bohaterów?
Nazywajmy rzeczy po imieniu! Dla mnie bohaterami na tym samolocie byli funkcjonariusze BOR, stewardessy, czy piloci. Dla tego, że oni wykonywali swoją pracę. Stracili życie przez swoją pracę. Bohaterem natomiast NIE był i nigdy nie będzie śp. Prezydent Kaczyński. Nie rozumiem ludzi zgromadzonych na krakowskim przedmieściu i krzyczących w niebo głosy ?Zostawcie nasz krzyż?, a tym bardziej nie jestem w stanie zrozumieć człowieka rzucającego w tablicę, której się tak wielce domagali, gównem. Nazywajmy rzeczy takimi, jakimi są. To był słoik gówna. Moim skromnym zdaniem ten pan doskonale wyraził swój szacunek dla ofiar katastrofy. Gówniany. Hipokryta, który wielce domaga się pomnika. Hipokryta i idiota. Wydawałoby się, że po tylu latach na ziemskim padole ten człowiek powinien cos w głowie mieć. I ma. Gówno.
Na moje oko ten człowiek, jak i ten od granatu byli wyznawcami tworzącego się w Polsce nowego odłamu religijnego. Kaczyzmu. Podobnie jak muzułmanie, kaczyści mają na ziemi swojego proroka w postaci Pana Prezesa K., a i w ?niebie?(w glebie) jest ich ?duce? Bóg i wódz naczelny tego zgromadzenia idiotów polskich. Drugi Pan K. Tak jak pisałem wcześniej nie jest to dla mnie normalne. Ludzie wyzywający swoich rodaków od faszystów, nazistów, i sprzedajnych niemieckich k*****(chociaż to i tak łagodne określenia spośród tych, które można usłyszeć) nie są normalni. Są zwyczajnie chorzy i powinno się ich wysłać na przymusowe leczenie. Byle nie do kościoła, (chociaż kto wie czy to nie było by lepsze).
Takie jest moje osobiste zdanie i odczucie po oglądanie tego teatrzyku, który odstawiają wyznawcy kaczyzmu. I tak ten artykuł miał na celu obrażenie ludzi. Tak będę dalej nazywał rzeczy po imieniu i dalej mam zamiar wyrażać swoje zdanie. Bo jest ono moje i żyjemy w prawie wolnym kraju, w którym mam prawo do jego wyrażania. O! Zapraszam oczywiście do dyskusji na ten temat.
Serdecznie Pozdrawiam!
Odwiedź mnie na Facebook'u
Krótki komentarz dotyczący ostatnich wydarzeń pod Pałacem Prezydenckim.
Link 04.08.2010 :: 13:13 Komentuj (2)
Chciałbym powiedzieć, że to, co Ci ludzie tam wyprawiają jest śmieszne, komiczne, groteskowe, ale tak się powiedzieć nie da. Niestety. Bo to Ci ludzie robią jest przerażające. Nie wiele jest rzeczy gorszych od fanatyzmu. Ludzie zaślepieni wiarą, czy czymkolwiek innym (być może wizerunkiem Wielkiego Wodza Bohatera samozwańczego) nie myślą trzeźwo. Nie widzą, co robią. W imię wiary dochodzi tam do regularnych walk (sic!) z Policją i Strażą Miejską tak jakby działa im się największa krzywda. Moherowa Armia ? nie boję się użyć tego stwierdzenia, a nawet więcej Fanatyczna Armia pod wezwaniem Wielkiego Moheru i pod patronatem Wielkiego Wodza J.K ? broni symbolu, który miał być tylko apelem! Apelem harcerzy, którzy pragnęli zbudowania pomnika. Sam pomnik moim zdaniem jest pomysłem bez sensownym, ale zostawmy to. Zastanówmy się przez chwilę czy to, co tam się dzieję jest normalne? Zostawmy na chwile wizje fanatyzmu religijnego. Czy takie zachowanie ludzi dorosłych, często starszych, wydawałoby się myślących, jest w pełni normalne? Moim zdaniem nie. W momencie, kiedy oglądam relację w TV i słyszę obelgi kierowane pod adresem dziennikarzy, polityków (no te może nie są do końca bez zasadne) czy nawet obelgi pod adresem obecnego Prezydenta Komorowskiego to naprawdę mam wrażenie, że w jakimś szpitalu otwarto bramy i wypuszczono z niego pacjentów. A niech sobie pokrzyczą. Oczywiście nie obrażając żadnej osoby chorej! Moim skromnym zdaniem to tym ludziom przydałaby się porządna terapia. Najlepiej szokowo-wstrząsowa. Inaczej mówiąc, niech każdy, kto tam sobie protestuje, weźmie kawałek tego krzyżika i niech się nim mocno walnie w łeb.
Tak jak zawsze tym tekstem nie miałem zamiaru urazić prawie nikogo. Jest to tylko i wyłącznie moje zdanie na temat ostatnich wydarzeń. I tym razem zapraszam do dyskusji. Tutaj lub bardziej na Facebook?u. Pozdrawiam Serdecznie.
